Blog

Odkryj głębię analiz geopolitycznych i strategicznych. Nasz blog to kompendium wiedzy dla liderów, którzy pragną nawigować w złożonym świecie, podejmując świadome decyzje. Zapraszamy do lektury!

W przestrzeni publicznej pojawiła się koncepcja, którą wielu komentatorów określa jako „rosyjską” propozycję dla Ukrainy — wizję zakończenia wojny poprzez narzucenie Kijowowi warunków korzystnych przede wszystkim dla Moskwy. W praktyce oznaczałoby to akceptację trwałej utraty terytoriów, zamrożenie konfliktu na warunkach Kremla oraz faktyczne ograniczenie suwerenności Ukrainy.

Tego typu pomysły, nawet jeśli przedstawiane jako „realistyczne”, niosą ze sobą poważne ryzyko. Po pierwsze, sygnalizują Rosji, że agresja popłaca — że wystarczy wytrzymać odpowiednio długo, aby Zachód zaczął naciskać na ofiarę, a nie na agresora. Po drugie, podważają wiarygodność gwarancji bezpieczeństwa w Europie, bo pokazują, że granice państw mogą być negocjowane ponad ich głowami.

Dla Polski to scenariusz szczególnie niebezpieczny. Jeśli Ukraina zostałaby zmuszona do przyjęcia warunków korzystnych dla Kremla, Rosja zyskałaby strategiczny oddech, odbudowała siły i przesunęła ciężar presji z powrotem na Zachód. W takim układzie to Polska — jako państwo frontowe NATO — stałaby się kolejnym naturalnym celem testowania determinacji Sojuszu.

Dlatego każda propozycja „pokoju”, która w rzeczywistości nagradza agresję, nie jest drogą do stabilizacji, lecz zaproszeniem do dalszej ekspansji. Historia regionu aż nazbyt dobrze pokazuje, że ustępstwa wobec imperialnych ambicji nie przynoszą pokoju — jedynie odsuwają konflikt na chwilę, czyniąc go później jeszcze groźniejszym.

Operacja sił USA, która doprowadziła do błyskawicznego uprowadzenia Nicolása Maduro z Caracas, została przedstawiona jako demonstracja nowej strategii Waszyngtonu: twardej, jednostronnej i opartej na pełnej dominacji w zachodniej hemisferze. Administracja Trumpa sygnalizuje, że to dopiero początek — a kolejnymi celami mogą stać się Kuba, Nikaragua czy meksykańskie kartele.

Choć akcja była spektakularnym sukcesem taktycznym, jej konsekwencje strategiczne są znacznie bardziej niepokojące. Pokazuje ona bowiem, że największe mocarstwo świata coraz częściej działa według logiki „bo może”, ignorując międzynarodowe normy i instytucje. W praktyce oznacza to powrót do świata, w którym prawo silniejszego staje się regułą gry.

Taka zmiana klimatu geopolitycznego nie pozostanie niezauważona. Rosja i Chiny — już dziś testujące granice tolerancji Zachodu — mogą odebrać działania USA jako zielone światło do własnych, równie agresywnych posunięć. Jeśli Ameryka pokazuje, że jednostronna siła jest akceptowalnym narzędziem polityki, inni gracze chętnie sięgną po tę samą logikę.

W efekcie operacja w Wenezueli może okazać się nie tylko lokalnym wstrząsem, ale także kolejnym krokiem w kierunku erozji globalnego ładu, w którym mocarstwa coraz śmielej przesuwają granice — i coraz mniej przejmują się konsekwencjami.

Analizy najnowszYCH WYDRZEŃ Z KRAJU i ŚWIATA

Rosyjski plan Trumpa dla Ukrainy a zagrożenia dla polskiego bezpieczeństwa.

Atak USA na Wenezuelę i uprowadzenie Prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro wraz z żoną.

michal.bukowski@o2.pl

+48 600 420 884

Website created in white label responsive website builder WebWave.